2

DoomTrooper na końcu wszechświata

Jacek Rodek wpadł wprost z lotniska, wysiadłszy z samolotu, który go przywiózł z Essen. Rozemocjonowany, jak to on, po zobaczeniu czegoś, co pobudziło tę jego niesamowitą intuicję, którą kierował się jeszcze w czasach “Fantastyki”, wybierając “na nosa” co będzie drukowane.

W 1994 roku zobaczył w Niemczech potężne “Magic: The Gathering” i mniej robioącego wrażenie szwedzkiego “DoomTroopera”. Dostrzegł potencjał. Zapragnął skorzystać ze światowej koniunktury. Amerykanie mieli nieco w nosie mały, biedny kraik gdzieś bliżej wschodu niż zachodu. Ale Szwedzi mieli inny pomysł na biznes. Drukowanie od razu wielu wersji językowych.

Oto część druga opowieści o tym, jak to w Polsce przecierany był szlak CCG. Część pierwsza do przeczytania tutaj.

Warto przy okazji nadmienić, iż w owych zamierzchłych czasach była jedna drukarnia w Europie zdolna przygotować tego rodzaju produkt. Albowiem sam druk kart to był tylko element całej układanki. Również organizacja zestawów – czyli rozkład atutów pomiędzy tzw. commony, uncommony oraz rary była wyzwaniem. Dlatego też druk planowało się z dużym wyprzedzeniem, odpowiednio łącząc wydania w różnych wersjach językowych. Jakby tego było mało, nie wysyłało się plików do druku, ale naświetlone folie. Było to zatem wyzwanie logistyczne i organizacyjne, kontrolowane przy użyciu faksów i telefonów.

Target Games i Fredrik

Za “DoomTrooperem” stała mało nam podówczas znana firma Target Games – jedna z najważniejszych na Szwedzkim, a później i światowym rynku. W latach 1980-1999 wydawnictwo to publikowało RPGi pod marką Äventyrsspel (gry przygodowe). Pierwszym dziełem było “Drakar och Demoner”, czyli smoki i demony (1982) – “kreatywny” przekład “Basic Role-Playing” Steve’a Perrina ze światem silnie inspirowanym Gloranthą Grega Stafforda. Z czasem system wyewoluował, rodząc m.in. “Chronopię” i przekłady na duński oraz norweski, a dziś jest uznawany za najlepiej sprzedający się szwedzki RPG wszech czasów. Potem nadszedł bardzo podobny do “Gamma World” system “Mutant” (1984), z którego zrodziły się z kolei zrodziły się “Kroniki Mutantów” (1993). Oczywiście nie można zapomnieć o znów popularnym “Kulcie” (1991) czy bitewniakach – “Warzone” (1996) oraz “Chronopia” (1997).

Z naszej polskiej perspektywy “spirytus movens” Target Games był Fredrik Malmberg, który do tej pory jest aktywny na ogólnie pojętym rynku hobbistyczno-fantastycznym (aktualnie szefuje m.in. Conan Properties). To on uważał, że karcianki w Polsce się przyjmą, to on miał wizję produkcji wielojęzycznej, to on wreszcie przeniósł w 1999 roku wszelkie IP (intellectual property) z Target Games do nieźle sobie radzącego w świecie elektronicznej rozrywki Paradox Entertainment.

Sam “DoomTrooper” był oczywiście powiązany ze światem “Kronik Mutantów”, o którego istnieniu aż do zobaczenia karcianki nic nie wiedzieliśmy.

Na marginesie warto dodać, że zanim ruszyły prace nad DT, Fredrik odwiedził Polskę, opowiedział nam co nieco o prowadzeniu biznesu z większą skalą niż jeden kraj, wreszcie wraz z nami odwiedził przerażające podówczas toalety w Zielonej Gęsi i się nie przestraszył… A piwo z nalepką “warzone” później było dodatkowym smaczkiem 😉

Co jednak najważniejsze, skredytował osobiście połowę polskiego wydania DT. Albowiem kwota, jaką MAG musiał włożyć w wydanie karcianki, istotnie przekraczała ówczesne możliwości. Jacek rozmawiał z różnymi potencjalnymi współwydawcami, ale finalnie Fredrik właśnie namówił go, by wszystko “zostało w rodzinie”

I znów po raz pierwszy…

Tłumaczenie pierwszej karcianki było nieco jak tłumaczenie pierwszego RPGa. Nie mieliśmy zbyt wielu doświadczeń w tej kwestii, no bo skąd. SpellFire był dawno, nieprawda i w ogóle zupełnie inny 🙂 Owszem, grywaliśmy w “Magica”, przed zabraniem się za przekład sięgnęliśmy też po “DoomTroopera”, ale nie ogarnialiśmy od razu specyfiki nowego języka. Bo tłumaczenie karcianki wymagało oczywiście zupełnie innego podejścia. To było nieco jak przekład instrukcji działania silnika samolotu lub złożonego przepisu kulinarnego. Tu jeszcze bardziej każde słowo miało znaczenie. Jeszcze trudniej było składać proste, tłumaczące wszystko zdania, konkretne i o ograniczonej długości. Z Jackiem Brzezińskim mieliśmy kilka niezłych zagwozdek w tym zakresie. Instrukcja była szczególnie wymagająca i budziła co najmniej kilka wątpliwości. Znów też po nocach musieliśmy wymyślać polskie pojęcia dotyczące de facto całego nowego typu gier – zestawy dodatkowe, stos kart odrzuconych… (co ciekawe, wielu tych rzeczy zupełnie nie byłem świadom podczas pracy nad “SpellFire”)

Pierwszy raz także skład komputerowy miał powstać poza polską – wysłaliśmy tekst jako plik typu *.doc, a ten miał zostać wraz z innymi wersjami językowymi złożony w Szwecji. Kłopot polegał jednakże na tym, iż w polskim mamy bardzo dużo przeróżnych kreseczek i kropeczek w kilku innych miejscach niż Szwedzi. A to nie były czasy, kiedy fonty powstawały z pełną wersją tychże dodatkowych znaczków. W MAGu Jarek Musiał tworzył ą, ę, Ś, ź czy Ż w charakterystycznych i wyjątkowych fontach do “DeadLands” czy do “Wilkołaka”. Ktoś po stronie Target Games chyba sobie z tego nie zdawał sprawy, bo dostaliśmy do sprawdzenia – faksem chyba? – wersję instrukcji, gdzie widać było dorabianie polskich znaków dookoła, czyli nakładanie kropki nad z, by uzyskać ż. Jak coś się zmieniło, przesunęło, to owo ż stawało się z, a gdzieś wisiała jakaś kropeczka. A nasza pierwsza korekta w ogóle rozwaliła wszystko… Finalnie namówiliśmy Szwedów, żeby skład jednak powstał u nas. Jakimś cudem udało się załapać na termin druku – a może został on nieco opóźniony z tego powodu?

Pierwsze śliwki – złote śliwki…

Pewnie nie muszę tego pisać, ale napiszę – “DoomTrooper” to był hicior! Nic wcześniej tak się w MAGu nie sprzedawało, nawet WFRP nie przyniósł takich obrotów. Karty się przyjęły, Polacy się w nich zakochali i nawet my w redakcji żeśmy dokupywali sobie “busterki”. Szybka, prosta gierka chwyciła za serca, otworzyła portfele.

Do siedziby wydawnictwa przyjeżdżali sprzedawcy z różnych stron Polski. I z różnych branż. Zdarzyło się choćby, że przyjechał pan sprzedający warzywa na jakimś targu. Powiedział coś w stylu: “Kolega obok sprzedaje te karty i tak mu świetnie idzie, to ja też chcę”. Towar schodził na pniu, kasa wpływała w gotówce, pojawiały się kolejne dodatki.

Nos Jacka Rodka kolejny raz nie zawiódł.

A co tam w Magii?

Jak wspomniałem w poprzednim odcinku, w MiMie uruchomiliśmy promocję na karcianki na krótko przed ich premierą. Ale to w zasadzie nie było potrzebne, bo “DoomTrooper” trafiał dużo szerzej niż sama “Magia”. Nie oznacza to, że w naszym flagowym czasopiśmie omijaliśmy ten temat.

  • 19-20 (7-8/1995) – pojawia się >dział< DT
  • 21 (9/1995) – opowiadanie “Mortificator” ze świata DT na kolorowej wkładce
  • 22 (10/1995) – lista kart do DT
  • 23 (11/1995) – debiutuje nasz przyszły spec od kart, czyli Grześ Zieliński prezentując układy kart, czyli propozycję karcianych combosów
  • 25 (1/1996) – zapowiedź pierwsze dodatku do DT: Inquisition
  • 28 (4/1996) – cennik kart DT
  • 29 (5/1996) – 16 kolorowych stron poświęconych “Warzone”, potwierdzających popularność świata DT
  • 30 (6/1996) – Polak wygrywa mistrzostwa świata w DT
  • 33 (9/1996) – karta do DT dołączona do numeru
  • 38 (2/1997) – zapowiedź ostatniego dodatku do DT: Paradise Lost
  • 40 (4/1997) – Maciej Kocuj obejmuje dział karcianek
  • 81 (9/2000) – kończy się nakład DT

Nie każde złoto jasno błyszczy…

Jak łatwo policzyć, DT był z MAGiem te ~5 lat. Dzięki niemu finanse w wydawnictwie istotnie się polepszyły. Zdołaliśmy wprowadzić na rynek wszystkie oficjalne dodatki do gry:

  • Inquisition
  • Warzone
  • Golgotha
  • Apocalypse
  • Paradise Lost
  • Mortificator [edit: w reakcji na komentarze – wygląda na to, że jednakże tego dodatku nie wydaliśmy; być może powstało tłumaczenie, a w mojej pamięci jawił się jako wydany?]

Okazało się jednak, że nie każda karcianka – tak jak i nie każdy RPG – to żyła złota. Kolejne produkcje wydawnictwa MAG, oparte na licencji od Target Games, okazały się istotnie mniej popularne…

Ale to już temat na następną opowieść 😉

holistyczny

2 Comments

  1. Ciekawy wpis! Zalazlem talie, mam tu 82 karty, czyli z ktoryms z dodatkow. Wrocilbym do gry po ponad dwoch dekadach, ale mimo zarysu calosci zasad nie pamietam, dlatego bylym wdzieczny za podpowiedz gdzie moglbym znalezc instrukcje do tej karciaki.. Dzieki!

    • Cieszę się, że opowieść się podobała. Natomiast co do instrukcji – kiedyś mi mignął w sieci jakiś pdf, więc sugeruję po prostu użyć przysłowiowego wujka google’a…

Comments are closed.