Kryształy Czasu – Epizod II – Atak TAGów

Lata 90. XX wieku. Początki polskiej transformacji. Szalejąca inflacja. Bezrobocie. Komputeryzacja wciąż w obłokach giełd w szkołach. Rodzą się pierwsze spółki. Można w końcu wymieniać złotówki na dolary. I mieć paszport w domu. Oraz grać w RPGi…

//Oto ciąg dalszy mojej opowieści o tym, jak “Kryształy Czasu” powstawały. Nie jest to historia ich twórcy – ciężko mnie w sumie nawet nazwać współtwórcą, choć w wydanym podręczniku pojawiło się moje nazwisko. To raczej wspomnienia osoby, która obserwowała rozwój i uczestniczyła we wprowadzeniu KCtów na polski rynek. Tutaj jest część pierwsza.//

“Słodkie lata 90.”

Pod koniec uroczych czasów PRLu książki, filmy i podobne “zachodnie” dobra były nie tylko trudno dostępne, ale też koszmarnie drogie. Koniec końców, Polacy potrafili zarabiać aż 20 dolarów miesięcznie i jeśli mogliby wymienić te dziesiątki tysięcy złotych na inną walutę (co wcale nie było łatwe), nie byłoby ich stać na podręcznik do narracyjnych gier fabularnych.

Sytuacja na początku lat 90. poprawiła się niewiele. Warto też dodać, że był to czas, gdy w naszym kraju PCty nie były specjalnie rozpowszechnione. Internet poza postacią uniwersytecko-naukową nie istniał, a VHSy pozostawały najlepszym sposobem nadrabiania kinowych zaległości. Posiadanie ksera z ksera z ksera podręcznika gracza do AD&D było wielkim powodem do radości.Właśnie w takiej rzeczywistości rodził się najsłynniejszy polski system TRPG…

Polska kinematografia odpowiadała potrzebom czasu przemian – czy tak samo było z narracyjnymi grami fabularnymi? (Młode wilki, 1995)

Na marginesie: nie tylko ASz

Artur Szyndler nie był jednym s-twórcą “Kryształów Czasu” – u początków historii tego systemu. Pomagał mu niejaki Tomek Małkowski. Mój imiennik był człowiekiem nietuzinkowym, choć może raczej: nie pasującym do rzeczywistości. Dość powiedzieć, że momentami mieszkał “na ulicy”, wędrował z nożem godnym Krokodyl Dundee, a przez mniej więcej rok był pochowany w grobie jako niezidentyfikowany zmarły. Na finalną postać KCtów nie miał wpływu, niemniej z przyczyn kronikarskich należy o nim wspomnieć.

ASz i jego notatki

Początki KCtów w Polsce przypominają początki narracyjnych gier fabularnych w Stanach Zjednoczonych Ameryki – i pewnie w każdym zakątku świata. Zasady były przekazywane podczas rozgrywki, modyfikowane i dostosowywane do aktualnych potrzeb. Koncepcja ich spisywania wynikała raczej z potrzeb serca niż z chęci pokazywania systemu kolejnym osobom.

Przez długi czas Artur korzystał z dwu formatu A4 ze skarbami i potworami – jeden zwany “Niebieskim”, drugi “Brązowym”, od koloru okładek. W tym ostatnim na niektórych stronach znajdowały się pułapki i zagadki. Po pewnym czasie pojawił się także zeszytów A5 z zasadami, a tak naprawdę z opisem tworzenia postaci i licznymi tabelkami dotyczącymi broni, klas i ras.

Wciąż mnóstwo szczegółów pozostawało w gestii prowadzącego – czyli samego ASza. W efekcie choćby przez długi czas niejasną pozostawała mechanika medytowania zaklęć. Nikt do końca nie wiedział, dopóki wreszcie nie udało się tego jednoznacznie “wyciągnąć” od Artura, z czego wynika liczba czarów i dlaczego w ogóle się je medytuje – czy też przygotowuje.

Jeśli chodzi o opis świata rozgrywki, to był on… No, nie było go 🙂

Te “słynne” przygody

Należy wspomnieć o dwu ważnych dla rozwoju KCtów przygodach, które niestety nigdy nie zostały spisane. Chodzi mi tu o “legendarne” Kryształy Conanowskie i Tolkienowskich – przydomki dobrze oddają specyfikę tych scenariuszy.

Filmowy Conan, podobnie jak literacki, a także oczywiście dzieła Tolkiena czy LeGuin były jednymi z licznych inspiracji graczy w latach 80. i 90.

Pierwsza z wymienionych przygód miała bez wątpienia ciekawą specyfikę, ponieważ Artur jednocześnie prowadził dwie grupy, które podążały do tego samego celu, zastawiały na siebie pułapki i odkrywały swoje ślady.

Druga z kolei ze słynnym “Władcą Pierścieni” miała wspólne tylko miejsce akcji. Co gorsza, momentami Artur potrafił tak odchodzić od pierwowzoru, że ciężko było go odnaleźć (pomyślcie o ekranizacji “Hobbita” Petera Jacksona i dodajcie do tego tarsary oraz toporomiecze). Niemniej we wspomnieniach wielu graczy z tamtych czasów było to niesamowite doświadczenie.

Skąd legenda o Kryształach Conanowskich i Tolkienowskich, która ciągnęła się przez tyle lat? Rozwiązanie jest takie, jak zwykle w przypadku gier fabularnych. Za jakość rozgrywki odpowiada wszak nie tylko prowadzący, ale również – a czasem wręcz: przede wszystkim – gracze. A Artur miał to samo szczęście, co pionierzy RPG w rodzaju Gygaksa, Weselya, Arnesona i innych. Nowa, niezwykła rozrywka przyciągała głodnych doświadczeń, ciekawych nowinek, oczytanych i wygadanych. W efekcie przedstawiony świat ożywał dzięki graczom, którzy tworzyli klimat. ASz zaś potrafił to wykorzystać – za co mu chwała!

A gdy popularność rośnie…

Popularność KCtów rosła. Artur potrafił prowadzić nawet 5 czy i 7 sesji w tygodniu, co bez wątpienia było dużym obciążeniem. Graczy przybywało i z czasem nie dawał rady wszystkich wziąć pod swoje skrzydła. Kolejne osoby chciały prowadzić i wspomniane zeszyty (a czasem też kostki) zaczęły wędrować pomiędzy prowadzącymi. Ci zaś musieli ustalać grafik przekazywania sobie dokumentacji, żeby nie było kolizji terminów. Mechanikę nowym graczom wciąż tłumaczyło się ustnie, podczas sesji.

W tych dniach komputery nie były na porządku dzienny, a drukarki nie stały w co drugim mieszkaniu. W efekcie wielkie zasługi mieli ci, którzy własnoręczni przepisywali, spisywali i klarowali zasady. Szczególne wyróżnienie należy się Markowi, zwanemu też Starszym Smoqiem, który własnoręcznie przepisał cały zeszyt zasad z tworzeniem postaci. Razem z bratem, Młodszym Smoqiem, Zbyszkiem, mieli z KCtami i Arturem do czynienia przez wiele lat, podczas których dążyli do wyjaśniania zasad. Przepisany przez Starszego Smoqa zeszyt kserowano jeszcze długi czas i stanowił on bazę kolejnych pączkujących szybko grup. Marek był także pierwszym, oficjalnie namaszczonym przez ASza Mistrzem Gry prowadzącym “Kryształy Czasu”.

Rozwój technologii pozwolił też na rozwój KCtów

Nadchodzi TAG

Starszy Smoq był studentem na Wydziale Matematyki Mechaniki i Informatyki UW (też tam później trafiłem) i od początku sugerował spisywanie zasad “Kryształów Czasu” na komputerze. Na początku Artur pisał na Amidze, ale ponieważ popularność PCtów wyraźnie rosła oraz oprogramowanie było też na użytek biurowy, a nie tylko na rozrywkę. W efekcie Artur wymienił Amigę na PCta i bliżej poznał się z TAGiem.

Zanim pojawiły się Windowsy, pracowało się w DOSie, bez myszki, za to dzięki TAGowi – z polskimi znakami

TAG to polski edytor tekstów pracujący w trybie graficznym pod systemem operacyjnym DOS – tym, który poprzedzał Windowsy. W chwili wejścia na rynek, był to jeden z dwu znanych mi edytorów tekstów obsługującym bez problemu polskie litery (drugiego, zwanego ChiWriter, używałem aż do nadejścia Worda). W TAG wbudowano kilka krojów czcionek, oferował uproszczony podgląd wydruku i akceptował wszystkie sposoby kodowania polskich znaków (w latach 90. nie standaryzacja jeszcze nie istniała). Ważne było również to, iż oferował sprawdzanie polskiej ortografii.

Misz-masz

Na początku lat 90. Artur rozpoczyna przenoszenie do cyfrowego świata KCtów. Na pierwszy ogień idzie mechanika i potwory, jako że na ten temat było najwięcej gotowych materiałów. Potem przyszedł czas na historię świata, geografię itp.

Wówczas też zaczęło być zauważalne, jaki wpływ na ASza miały pomysły pojawiające się w każdym medium. Z racji zafascynowania fantastyką i żyłki kolekcjonera, Artury był świetnym źródłem informacji, książek, podręczników i gier, które chłoną oraz z których czerpał inspiracje. Łatwo było zauważyć aktualną fascynację jakimś filmem czy grą (komputerową lub nie). Co aktualnie trafiło w krąg jego zainteresowań, musiało też trafić do Kryształów. W efekcie już wtedy KCety stawały się nieustająco rozrastającym się zlepkiem różnych konwencji. Na przykład, gdy w ręce Artura trafiło cytadelowe wydanie Warhammera, pojawiło się szkolenie: demonolog.

U Artura przesiadywało wówczas mnóstwo ludzi. W zasadzie codziennie i niemal o dowolnej porze coś w prowadzonym przez niego otwartym domu się działo. Sesje, gry komputerowe, planszówki – a do tego temperatura odpowiadająca gadom, które hodował. W tym chaosie spisywane też były KCety. Czasami pracy uczestniczyło kilka osób, podrzucających pomysły. Innym razem Artur prosił kogoś o opracowanie jakiegoś kawałka albo po prostu podpytywał co można by tu zrobić.

Pierwsze “wydanie” KCtów wyglądało tak 😉

Ta mieszanka przeróżnych koncepcji miała swoje zalety, ale niestety powodowała, że świat gry tracił na spójności. Niemniej nowi gracze – “testujący system” – akceptowali go z dobrodziejstwem inwentarza. Bardziej doświadczeni często naśmiewali się z różnych pomysłów i wytykali je twórcy systemu. A pliki TAG rozprzestrzeniały się pomiędzy graczami: “komputer Artura to taka dziwka, w którą każdy może włożyć swoją dyskietkę” – powiadaliśmy. I nie wkładaliśmy swoich, bo wirusy wówczas nieźle się rozprzestrzeniały.

Mój ówczesny wkład

W czasach, gdy Artur spisywał KCety w TAGu, nie byłem już miłośnikiem tego systemu. Dość szybko przestałem nim w sumie być – po zachłyśnięciu się nowością, jaką były dla mnie “uporządkowane” RPGi, odkryłem wraz z Andrzejem możliwości oferowane przez inne mechaniki i inne światy. Po graniu u Artura i Starego Smoq przeniosłem się na AD&D i przez lata byłem fanem tego ostatniego. Niemniej wszyscy bywaliśmy jeszcze u ASza – mieszkał niedaleko mnie i miałem po drodze ze szkoły. Grywaliśmy z nim w AD&D, rozmawialiśmy też o KCtach, a czasem pomagaliśmy mu.

Jak dziś pamiętam moment, w którym siedzę z Arturem przed jego komputerem, gdy pracuje nad panteonem i dochodzi do bogini zwanej Nata-Kranta. Dodajmy, że wówczas bogowie Orchii mieli opis w rodzaju: imię + charakter. Rzucam, że może zrobić z niej bliźniaczki syjamskie (jedna Nata, druga Kranta). Ta koncepcja przetrwała aż do podręcznika.

Mój największy wkład w TAGową wersję KCtów

Finalnie KCty w postaci plików TAG przez długi czas żyły własnym życiem, kopiowane, powielane, modyfikowane na potrzeby kolejnych graczy. Liczba kopii sięgała pewnie tysięcy. Popularność systemu – pomimo kłopotu z jego “dystrybucją” (nie każdy miał PCta z TAGiem, a drukowanie było i długotrwałe, i drogie) – była niewątpliwa. Ja zaś średnio pamiętam, czy coś faktycznie jeszcze do tej postaci dorzuciłem…

A po ataku TAGów nadeszły czasy MiMa

holistyczny