Kryształy Czasu – Epizod IV – Nowa podręcznikowa nadzieja

W końcu, po wielu, naprawdę wielu miesiącach prac, po zebraniu, przeredagowaniu, przepisaniu i zmodyfikowaniu wszystkiego, co pojawiło się w różnych miejscach i w różnych czasach, podręcznik główny do Kryształów Czasu ujrzał światło dzienne. I był porażką, na jaką zasługiwał…

//To kolejna część historii Kryształów spisana z mojej perspektywy. Pozostałe są oczywiście dostępne na Holistycznym – epizod Iepizod II i epizod III.

Przypomina, że jest to moja opinia na temat KCtów jako systemu. Nie ma ona na celu obrażania niczyich uczuć!

Woda płynęła i płynęła…

…a KCty nie mogły się ukazać. Wszak od pierwszego numeru MiMa wiadomo było, że docelowo gra ma mieć postać niezależnego, pięknego podręcznika. Warto prześledzić zapowiedzi wydania, które były publikowane w “Magii” na przestrzeni lat.

  • 5/93: KC zapowiedziane na II kwartał 1994
  • w kolejnych numerach nie pojawiają się oficjalne zapowiedzi wydania, ale są wspominki o opóźnieniu – aż do pojawienia się oficjalnego “działu” sprzedaży i zapowiedzi
  • 4/95: KC mają się ukazać w sierpniu 1995
  • 7-8/95: listopad-grudzień 1995
  • 11/95: styczeń-luty 1996
  • 5/96: III kwartał 1996
  • 10/96: listopad 1996
  • 12/96: z zapowiedzi KC znika planowany termin wydania
  • 11/97: w MiMie pojawia się reklama wydania KC, które w końcu wychodzą
  • 9/98: reklama i zapowiedź Świata Almohadów
  • 11/98: ze sprzedaży znika podręcznik główny do KC
Tak oto prezentowała się strona poświęcona sprzedaży wysyłkowej, w której opublikowaliśmy drugą oficjalną datę wydania KC

Dlaczego tak długo?

Odpowiedź na to pytanie jest znana każdemu, kto przeczytał poprzednie części mej opowieści. Materiał źródłowy – ten dostarczony przez Artura Szyndlera – był, niestety, bardzo kiepskiej jakości. Ale to nie był jedyny powód.

Kryształami po prostu nie bardzo chciał się ktokolwiek zająć. Wpierw nad wydaniem miał czuwać Darek Toruń, ale szybko z tego zrezygnował. Potem zajął się tym Andrzej Miszkurka na zmianę z Rafałem Nowocieniem. Pierwszy był świetny, jeśli chodzi o pomysły. Drugiemu lepiej wychodziło produkowanie, głównie własnych tekstów. Niemniej obaj charakteryzowali się wówczas pewnym “luźnym” stosunkiem do obowiązków i umów (potrafili się np. umówić na konkretną godzinę w jakimś miejscu i obaj spóźniali się o 40 minut, by się spotkać – w tych uroczych, prekomórkowych czasach).

Opublikowany w MiMie 55-56(7-8/98) portret Rafała Nowocienia, który zaczął od bycia magazynierem w MAGu, a skończył odpowiadając za KCty

Zanim ruszyły prace

Temat podręcznika do KC był w MAGu zawsze przesuwany na później, uznawany za mniej ważny niż WFRP, potem ZC czy MERP, a potem de facto wszystko. Materiał źródłowy odrzucał, wizja pracy nad tak ogromnym projektem odpychała, przepychanie się z Arturem było zaś wizją dodatkowo zniechęcało.

Za ogromem pracy przemawiał brak spójności materiałów, ich forma, a nawet dostępność – część trzeba było przepisać, jako że nie były to czasy zewnętrznych dysków twardych, lecz zawodnych dyskietek.

Artykuły do KC zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem Jarka Musiała

Tak oto KCty z priorytetowego projektu zeszły w MAGu na dalszy plan. Z czasem ich wydanie stało się tematem zgryźliwych żartów, które rzucano pod naszym adresem. Zmusiło to Jacka do “zachęcenia” redakcji do pracy nad tą żabą. Nikt jej zjeść nie chciał, ale trzeba było – z przyczyn wizerunkowych czy ambicjonalnych…

Kluczowa dla powstania podręcznika była decyzja o odsunięciu Artura od pracy nad nim. Jak wiecie z poprzednich odsłon, o ile wyobraźnia twórcy KCtów nie miała granic, o tyle jego umiejętności pisarskie i świadomość ograniczeń RPG – pozostawiały wiele do życzenia. Jakimś cudem Jacek zdołał to przeforsować z ASzem lub po prostu nawet go o tym nie poinformował. Bez tego jednakże KCty nigdy by się nie ukazały. Artur nie był w stanie przygotować materiału tak, by MAG miał szansę coś z tym realnie zrobić.

Prace nad podręcznikiem

Osobiście w samym procesie opracowania podręcznika podstawowego do KC nie uczestniczyłem, a jedynie “zaglądałem przez ramię” Rafałowi Nowocieniowi, który podjął się tej ryzykownej pracy. Wspierał go koncepcyjnie Andrzej Miszkurka, który skupiał się wówczas nad serią książek i nad prowadzeniem Magii.

Odsunięcie Artura Szyndler na dalszy plan pozwoliło na opracowanie gry, która miałaby ręce i nogi, a miałaby ten sam fundament. Większość zmian dotyczyło realiów świata, a część również mechaniki. W skład podręcznika wchodziły zasady opisane w “Magii i Mieczu” oraz przeróżne rozszerzenia, które na przestrzeni lat pisali różni autorzy.

Lista autorów podręcznika prezentowała się całkiem nieźle; warto też zwrócić uwagę na podziękowania dla Tomka Małkowskiego

Z powodu liczby narzekań na niespójność logiczną Orchii należało włożyć dużo pracy w stworzenie rozsądnego świata gry. Dlatego też historię uniwersum bardzo fajnie przetworzył Jacek Komuda – znany pisarz, historyk i „warchoł” – namówiony przez Andrzeja. Swoje trzy grosze dołożył też Artur Szrejter.

Z czasem Artur Szyndler zarzucał, iż wiele osób pisało tylko z racji kasy, jaką mogli dostać, za pracę nad KCtami. Robili to bez serca i bez wizji. “Wiesz, Artur, zapłacili mi, to napisałem” – brzmiała teoria. Niniejszym chcę oficjalnie napisać, że kasa z tego była marna, a autorzy wiele serca włożyli w treści…Pozostała oczywiście słynna KC-towa mechanika, bo trudno było zrezygnować z “udanego % rzutu na 1/10 Zręczności + 1/3 Inteligencji + 1/4 Mądrości”, z walki z opóźnieniem broni, modyfikatorem wynikającym z noszonego pancerza, zmęczeniem wpływającym na zachowanie postaci oraz magią i mnóstwem innych takich akcji.

W podręczniku były też bardzo niezłe fragmenty – treściowo i literacko

Czego zabrakło?

Mnóstwa rzeczy – i nie myślę tu o tarsarach, półtalerzach oraz innych głupotach, które wycinaliśmy z KCtów. Przede wszystkim nie było żadnych testów. KCty istniały tak długo, że Rafał milcząco założy, iż nie ma czego testować. Ponadto liczył się raczej czas niż jakość.

W podręczniku wylądowała większość materiałów publikowanych w MiMie, uzupełniona i poprawiona. Znalazło się miejsce dla reguł opcjonalnych, jak choćby dla Punktów Obłędu. Nikt jednak nie sprawdził, czy klasy, rasy, czary itp. zachowują jakąś równowagę. Artur miał swoich faworytów w KCtach i widać to było w mechanice. Nie zostało to finalnie wyrugowane, podobnie jak nie sprawdzono potęgi zaklęć, nie przemyślano potworów czy magicznych przedmiotów. Wszystkie te elementy noszą wyraźny znak cechowy oryginalnego twórcy KCtów.

Bardzo “niepiękne” rozkładówki…

Wygląd podręcznika

Już w chwili wydania podręcznik nie prezentował się za ładnie. Można o nim powiedzieć tyle, że był trwalszy od pierwszego wydania WFRP (o czym pisałem tu) i że ilustracje Jarka Musiała wciąż się broniły.

Niemniej układ rozdziałów, brak indeksu czy całostronicowe rysunki nie przygotowane do takiego formatu – to wszystko robiło złe wrażenie. Nie ułatwiało gry, a wręcz przeciwnie. Widać było, iż całość “sklecono na kolanie”.

Brakowało oczywiście listy testerów, zwykle długiej w przypadku ówczesnych RPGów.

Niewiele mówiący spis treści

Wyszedł – mimo wszystko…

Podręcznik po latach cierpień ukazał się i szybko znikł. Na wydanie Kryształów Czasu wszyscy czekali tak długo. Wcześniej przyszedł Warhammer, Cthluhu czy AD&D 2 edycja (nomen omen w naszym kraju redagowane przez Artura Szyndlera), nie mówiąc już o Świecie Mroku, a żartobliwie wspominając Zły Cień: Kruki Urojenia. W efekcie nie powróciły na sesje niesamowite przygody, podczas których olbrzym skakał po rycerzu w pełnej zbroi płytowej i nie mógł go trafić; gdy spadająca z 200 metrów barbarzynka kończyła z lekkimi potłuczeniami; gdzie głównym wrogiem czarnego rycerza… był on sam (i z własnej ręki zginął zresztą); gdzie 100% oznaczało 95% szansy, a 110% – 95% i jeszcze 10% (w dwu rzutach); w których walka z 40 piratami trwała ze cztery wielogodzinne sesje; gdzie nierówność pomiędzy klasami i rasami dała się tłumaczyć tylko zamiłowaniem Artura do gadów (reptilioni) oraz wróżbiarskiej szlachetności (paladyn-astrolog jako jedyna dwuklasowa mieszanka pierwszej z wymienionych klas)…

Pozostaje pytanie, czy publikując podręcznik do KC liczyliśmy na jakiś sukces. Tak – koniec końców baza fanów wydawała się ogromna. Nie – bo nakład był nawet jak na tamte czasy niezbyt duży. Ale jednak liczyliśmy na dodruki, na powrót fanów do korzeni. Niemniej więcej nadziei pokładaliśmy w Earthdawnie. Koniec końców, stworzenie podręcznika to trudna sprawa. “Gdzieś w sercu, na dnie” wciąż tylko smutno mi, iż nie ukazał się “Świat Almohadów”, bo to był kawał dobrej roboty, która mogła dać KCtom nowe życie…

A czy ten podręcznik mógł zmienić losy KCtów?

Link do epizodu V.

holistyczny