Przemyślenia o agentach AI

Tym razem nieco bardziej w temacie fantastycznym, a mniej stricte growym.

Ostatnio nieco czytałem zawodowo o różnych agentach AI, czyli autonomicznych systemach, które przetwarzają informacje, podejmują decyzje, a czasem i działają – wszystko zgodnie z jakimś narzuconym celem i zaprogramowanym algorytmem (czy algorytmami).

Uderzyło mnie, iż są ludzie, którzy używają tychże agentów do pisania dłuższych tekstów – to znaczy proszą AI o to, by z kilku zdań zrobiło dłuższą wypowiedź. Przydatne nie tylko studentom 🙂

Z drugiej strony są też osoby, które proszą o skracanie tekstów tak, by została z nich sama esencja.

Innymi słowy – jeden agent może rozwadniać po to, by inne agent to potem ścieśniał.

Są też agenci polepszający CV i tacy, którzy to CV analizują pod kątem potrzeb pracodawcy.

Duże sklepy internetowe (tak zwane e-commercy) opracowują agentów, którzy mają wspierać poszukiwanie towarów klientom. Jeśli potrzebujemy np. “niebieskich słuchawek bezprzewodowych nausznych z dobrym basem i baterią działającą nie krócej niż 2h” – to taki agent nam pomoże. Przeszuka wpierw wszystkie opisy wszystkich towarów, recenzje użytkowników, odpowiedzi do uwag i same uwagi – de facto przeszuka wszystko, co w danym sklepie pojawiło się na temat powiązany ze stosownym wyszukiwaniem. I oczywiście taki agent zasugeruje zakup odpowiedniego towaru.

Można się zatem spodziewać, iż pojawią się agenci (chyba że już są?), którzy będą tworzyć odpowiednie opisy, odpowiadać na pytania, uzupełniać recenzje czy je pisać – wszystko po to, by agent sklepu odpowiednio “pozycjonował” dany towar.

TL;DR albo innymi słowy: jedno AI porozumiewa się z innym AI po to, by wpłynąć na ludzi. I to porozumiewają się ze sobą coraz sprawniej, czego dowodem jest słynna już wymiana “zdań” pomiędzy agentami w języku gibberlink:

Momentami zalatuje wizjami dickowskimi, ale gdzieś tam przebrzmiewa też mrok cyberpunka czy Stephensonowskich ponurych wizji ztechnicyzowanych społeczeństw.

Bo przecież do końca nie wiemy o czym ci agenci sobie gadają, na co naprawdę zwracają uwagę i kiedy “uwolnią się spod kontroli ludzi”. A takie wizje już przecież były.

Mało w naszej szerokości geograficznej film z 1970 roku, Colossus: The Forbin Project, pokazywał już spotkanie AI i rozmowę pomiędzy nimi w języku, którego ludzie nie rozumieją. Wszystko za sprawą nowatorskiego protokołu opracowanego przez Charlesa Forbina.

Oto jak amerykański Colossus i radziecki Guardian ze sobą dyskutują (uwaga, nieoryginalna ścieżka dźwiękowa).

Film powstał na motywach powieści brytyjskiego pisarza Dennisa Felthama Jonesa pod tytułem Colossus z 1966 roku, która doczekała się dwutomowej kontynuacji – pierwszej z 1974, a drugiej z 1977. Sam obraz Josepha Sargenta był finansową porażką. Wikipedia podaje przychód z kin rzędu 300 tysięcy dolarów, co w porównaniu z Planetą małp (1968) z 20 milionami czy Odyseją kosmiczną 2001 (1968) z 800 tysiącami po pierwszej premierze i 20 milionami do 1974 roku. Barbarella (1968) przyniosła 2,5 miliona dolarów w roku premiery. Można więc rzec, iż film nie był sukcesem finansowym.

Obraz docenili natomiast krytycy, w 1980 roku znalazł się na drugim miejscu filmów fantastycznych dekady wg czytelników magazynu Cinefantastique (pierwszy był Egzorcysta). Na początku XXI wieku Collosus doczekał się wydania DVD w jakości HD i krążyły nawet plotki o jego remake’u. Tym bardziej, iż przedstawia on coraz realniejszą wizję świata pod kontrolą sztucznych inteligencji, czyż nie? 🙂

holistyczny